Łuszczyca: długa droga do dermatologa

Łuszczyca: długa droga do dermatologa

- Zdrowie
219
0
Fot. Pixabay.com

Jeśli podejrzewasz u siebie zmiany łuszczycowe, musisz najpierw odwiedzić lekarza pierwszego kontaktu. Bez skierowania od niego nie dostaniesz się do dermatologa.

Odkąd Ministerstwo Zdrowia ponownie wprowadziło obowiązek uzyskania skierowania do dermatologa, chorzy mają do niego utrudniony dostęp. Nie dość, że muszą odczekać swoje w kolejce do lekarza podstawowej opieki zdrowotnej, to często nie mogą się doprosić od niego skierowania do specjalisty. A nawet jeśli uda im się je uzyskać, nie zawsze wychodzą zadowoleni z jego gabinetu. Bo wizyta u dermatologa powinna trwać co najmniej pół godziny, a nie jak u nas – 15-20 minut. W tak krótkim czasie lekarz nie jest w stanie poinformować pacjenta o jego chorobie i zagrożeniach, które się z nią wiążą, odpowiedzieć na wszystkie pytania i ocenić nasilenie zmian łuszczycowych.

Ostrożnie ze sterydami

Prof. Joanna Maj, konsultant krajowy w dziedzinie dermatologii, podczas targów AtoPsoriaDerm (dla chorych na łuszczycę i atopowe zapalenie skóry), które odbyły się 1 lipca w Kielcach, stwierdziła, że w praktyce wielu lekarzy rodzinnych, zamiast skierować chorego do dermatologa, samodzielnie podejmuje decyzję o leczeniu łuszczycy, nie zawsze umiejąc postawić właściwe rozpoznanie. A nawet jeśli ich diagnoza jest właściwa, zwykle przepisują chorym jedynie maści sterydowe, które niszczą im skórę, powodując jej ścieńczenie i zanik.

My, dermatolodzy, również je czasem wypisujemy, bo są takie miejsca, jak głowa, okolice narządów płciowych, pach i pachwin, gdzie nie możemy zastosować innej maści. Zresztą pacjenci też czasem wymuszają na nas takie leczenie, bo jest dla nich wygodne. Ale trzeba pamiętać, że steryd wystarczy tylko na trzy dni. Potem łuszczyca i tak wraca, a skóra się niszczy – przestrzegała prof. Joanna Maj.

Jak zatem powinno wyglądać prawidłowe postępowanie lecznicze?

Jeżeli łuszczyca ma słabe nasilenie, powinno się ją leczyć miejscowo, stosując do złuszczania kwas salicylowy, cygnolinę we wzrastających stężeniach, glikokortykosteroidy (z zastrzeżeniem, że trzeba uważać na ich działania niepożądane), pochodne witaminy D i A oraz dziegcie – stwierdziła prof. Joanna Maj.

Ograniczony dostęp do leczenia biologicznego

Zgodnie z rekomendacjami ekspertów Polskiego Towarzystwa Dermatologicznego, w leczeniu łuszczycy zwyczajnej stosuje się również fototerapię i leki działające ogólnie.

Z dostępem do fototerapii jest w Polsce duży problem, ponieważ zabiegi w ramach powszechnego ubezpieczenia w Narodowym Funduszu Zdrowia są limitowane. W rzeczywistości wielu chorych zmuszonych jest za nie płacić, bo choć mają prawo do darmowych naświetlań, nie dostają na nie skierowania. Poza tym kontrola u dermatologa powinna się odbywać co osiem-dziesięć naświetlań, a nie dopiero po piętnastu, czy dwudziestu.

Wszyscy chorzy, którzy otrzymują leczenie ogólne, powinni także stosować leki miejscowe. Takie leczenie pozwala uzyskać szybszą poprawę – przypomina prof. Maj. – Jeśli po zastosowaniu co najmniej dwóch metod leczenia ogólnego nie ma żadnej poprawy, istnieją przeciwwskazania do ich stosowania, albo mają udokumentowane działania niepożądane, pacjent może zostać zakwalifikowany do leczenia biologicznego.

Leki biologiczne powinny być stosowane u około 1500 osób, jednak ze względu na bardzo ostre kryteria włączenia do programu, w ramach którego są podawane, dostaje je zaledwie co piąty chory. Na dodatek leczenie nimi trwa zbyt krótko – zamiast co najmniej trzy lata, tylko od roku do dwóch lat. Z tego powodu u wielu chorych obserwowany jest nawrót choroby.

U 84 procent chorych zmiany skórne wyprzedzają średnio o około 12 lat zmiany stawowe. Dlatego tak ważne jest wczesne wykrycie łuszczycy i właściwe jej leczenie.

Łuszczyca jest chorobą niezakaźną – nie można się nią zarazić, podając komuś rękę, czy używając tych samych sztućców, kubka bądź ręcznika, co osoba zdrowa. Jest chorobą ogólnoustrojową (nie dotyczy tylko skóry) o podłożu immunologicznym i genetycznym. Ryzyko jej wystąpienia u osoby, w której rodzinie nikt nie chorował na łuszczycę, wynosi około 2 procent. Ryzyko to zwiększa się do 6 procent, jeżeli chorobą tą dotknięty jest brat lub siostra pacjenta, do 14 procent, gdy choruje jeden z rodziców i do 41 procent, jeżeli na łuszczycę chorują oboje rodzice.

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj również

Chris Hemsworth nowym ambasadorem Boss Bottled

W połowie października na półkach polskich perfumerii pojawi