W duecie z pandemią coraz częściej kroczy depresja

W duecie z pandemią coraz częściej kroczy depresja

- in Psychologia
Fot. Freeimages.com

Co czwarty Polak skarży się na pogorszenie nastroju i spadek energii, 17 proc. osób ma problemy ze snem, 13 proc. z koncentracją, a 9 proc. z pamięcią. To skutek pandemii koronawirusa.

Takie są wyniki badania sondażowego przeprowadzonego w drugiej połowie października br. przez Kantar na zlecenie Grupy LUX MED. Wyłania się z niego bardzo smutny obraz. Smutniejszy tym bardziej że tylko 18 proc. osób, które dostrzegły u siebie objawy mogące świadczyć o rozwijającej się u nich depresji, skonsultowało je ze specjalistą – psychiatrą lub psychologiem. Aż 65 proc. nie zamierza tego robić w ciągu najbliższych sześciu miesięcy.

Co nas powstrzymuje przed pójściem do specjalisty?

Szymon Niemiec, psycholog z Poradni Zdrowia Psychicznego Harmonia, wyjaśnia, dlaczego pomimo odczuwalnych objawów depresji nie chcemy skonsultować ich z lekarzem.

– Wykształciliśmy w sobie stereotyp, że korzystanie z pomocy lekarza psychiatry jest równoznaczne z chorobą psychiczną wymagającą leczenia zamkniętego. Pokutuje w nas obraz szpitala psychiatrycznego, w którym pacjenci są ubezwłasnowolnieni i szprycowani lekami, bo stanowią zagrożenie dla siebie i innych. Zapominamy, a w zasadzie nie nabywamy w drodze edukacji wiedzy o tym, że o psychikę trzeba dbać tak samo jak o ciało. Kiedy boli nas serce, idziemy do kardiologa. Zatem, kiedy boli nas „dusza”, czyli nasza psychika, powinniśmy udać się po pomoc. Na szczęście od pewnego czasu lekarze i organizacje pomocowe robią wiele, by przekonać polskie społeczeństwo, że depresja, podobnie jak inne zaburzenia nastroju, nie jest po prostu fanaberią, ale poważną chorobą – mówi Szymon Niemiec.

Według eksperta samotność ma ogromny wpływ na nasze zdrowie psychiczne. Pandemia COVID-19 i wprowadzany w związku z nią lockdown oraz ograniczenie kontaktów międzyludzkich może spowodować wzrost stanów depresyjnych. Po naszych przodkach odziedziczyliśmy „stadność”, a więc naturalną tendencję do gromadzenia się i kontaktów społecznych. Ich sztuczne ograniczanie źle wpływa na naszą psychikę. Destabilizuje procesy poznawcze i uniemożliwia nam wchodzenie w relacje, których celem jest potwierdzenie i wartościowanie naszych zachowań.

Organizm w stanie permanentnego pobudzenia

Przede wszystkim lęk i poczucie izolacji, które towarzyszą nam sukcesywnie od dłuższego czasu, powodują, że nasz organizm działa w stanie stałego napięcia. Produkujemy za dużo kortyzolu, adrenaliny i noradrenaliny. Taki koktajl hormonalny w organizmie powoduje dalekosiężne skutki i może negatywnie odbić się na naszym zdrowiu. Warto tutaj podkreślić, że wpływ długotrwałego stresu na nasze życie i zdrowie jest dobrze zbadany i to, co obserwujemy obecnie można śmiało opisać stanem permanentnego pobudzenia organizmu. Taki stan na krótką metę może działać pozytywnie, na przykład stymulując nas do działań ochronnych. Natomiast na dłuższą metę nas wykańcza, odbierając nam siły i uniemożliwiając odpoczynek mówi Szymon Niemiec.

Jak odreagowujemy swój stres i strach przed zakażeniem koronawirusem?

W badaniu Kantaru respondenci zostali również zapytani, czy od marca wzrosła częstotliwość korzystania przez nich z używek, takich jak alkohol, papierosy, środki psychoaktywne. 16 proc. Polaków częściej sięgało po papierosy, 7 proc. po alkohol, a 1 proc. przyznaje, że częściej korzystało ze środków psychoaktywnych. W badanej grupie 11 proc. mężczyzn częściej sięgało po alkohol, wśród kobiet jest to zaledwie 4 proc.

Według eksperta lęk przed wirusem SARS-CoV-2 czy też stres związany z obecną sytuacją może powodować wzrost korzystania z używek.

Sięganie po używki zawsze jest związane z emocjami. To, w jaki sposób korzystamy w używek bezpośrednio wiąże się z tym, jak radzimy sobie z przeżywaniem emocji. Zwiększony poziom lęku, działanie w stanie permanentnego stresu i „przebodźcowanie” informacjami negatywnymi, od których trudno jest uciec, to bez wątpienia stymulatory zwiększonego korzystania z używek. Jeżeli dołożymy do tego ograniczenie możliwości ekspresji emocjonalnej, poprzez odebranie możliwości interakcji społecznych – otrzymamy prawdziwie zabójczy „koktajl”. Nie da się jednoznacznie wskazać, co bardziej pcha nas w objęcia używek. Moim zdaniem jest to bardzo indywidualna właściwość każdej osoby. Jestem jednak przekonany, że w obecnej sytuacji oba czynniki są równie groźne i konieczne jest kontrolowanie ich wpływu na nasze społeczeństwomówi Szymon Niemiec, psycholog z Poradni Zdrowia Psychicznego Harmonia.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may also like

Ruszają badania nad nowymi mutacjami koronawirusa

Agencja Badań Medycznych sfinansuje ogólnopolskie badanie monitorujące zmienność