Nie można udawać, że nie ma medycznej marihuany [WYWIAD]

Nie można udawać, że nie ma medycznej marihuany [WYWIAD]

Z dr. n. med. Jerzym Jaroszem, anestezjologiem i specjalistą medycyny paliatywnej, dyrektorem Centrum Naukowo-Dydaktycznego w Fundacji Hospicjum Onkologiczne św. Krzysztofa w Warszawie, rozmawia Maja Marklowska-Dzierżak.

Od trzech lat w Fundacji Hospicjum Onkologiczne św. Krzysztofa w Warszawie działa powołany przez pana Punkt Konsultacyjny “Medyczna Marihuana”. Po co i dla kogo powstał?

– Powstał przede wszystkim dla pacjentów, ale też dla nas, lekarzy. Wiadomo, że jest grupa osób, które leczą się z powodu różnych chorób, używając do tego celu marihuany, często nie nazywając jej nawet medyczną. Ludzie ci mają na ogół bardzo silną motywację, bo cierpią na nieuleczalne choroby, na przykład nowotwory czy różne zespoły innego pochodzenia, z którymi medycyna nie daje sobie rady, albo i daje, ale oni w to nie wierzą. Chwytają się więc różnych metod, nie zawsze właściwych, ale akurat marihuany nie można nazwać metodą barbarzyńską, wziętą z małego palca czy niekonwencjonalną, jeśli jest stosowana zgodnie z regułami współczesnej medycyny.

Wspomniałem, że punkt powstał również dla nas, lekarzy. Reprezentujemy medycynę paliatywną, nastawioną na jakość życia uwarunkowaną chorobą. Staramy się robić wszystko, aby choroba miała jak najmniej negatywny wpływ na jakość życia pacjentów. Zajmujemy się głównie pacjentami z zaawansowaną chorobą nowotworową, w której jakość życia jest celem pierwszoplanowym. I tak jak kiedyś walczyliśmy o opioidy, tak teraz propagujemy marihuanę w celach medycznych, bo wiemy, że w niektórych sytuacjach może pomóc – mniej lub bardziej, a często bardzo. Jednak w odróżnieniu od morfiny, o której od dawna wiemy bardzo dużo, to o marihuanie wiemy jeszcze niewiele. Morfina nigdy nie została wycofana z obrotu, nigdy nie miała zakazu stosowania w medycynie, podczas gdy marihuana na kilkadziesiąt lat została wyklęta. Ale została znów zalegalizowana, więc lekarze nie mogą udawać, że nie istnieje.

W ciągu trzech lat przez punkt konsultacyjny przewinęło się około 1,5 tysiąca osób. Czego oczekują?

– To, że pacjenci stosują marihuanę w celach leczniczych, jest faktem. Tworząc ten punkt, chcieliśmy im umożliwić skonsultowanie się z lekarzem, bez obawy, że zostaną nazwani narkomanami czy kryminalistami. Mogą u nas znaleźć odpowiedź na konkretne pytania. Proszę pamiętać, że jeszcze niedawno używanie marihuany w celach leczniczych było u nas nielegalne. Zmieniła to dopiero znowelizowana ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii, która weszła w życie w listopadzie 2017 roku. Legalizacja medycznej marihuany nie zmieniła jednak zasadniczo sytuacji chorych, którzy ja stosują, ponieważ nadal nie mogą jej kupić w aptece, gdzie miała być dostępna na receptę. Muszą ją zdobywać na własną rękę.

Otworzył pan ten punkt również dlatego, że uczestniczył pan w ośmioletnich badaniach klinicznych preparatu pozyskiwanego z marihuany. Może pan powiedzieć, co w nich badano?

– Badanie prowadzone było z użyciem leku Sativex u chorych na stwardnienie rozsiane. Uczestniczyliśmy również – my, lekarze i nasi pacjenci, w badaniach dotyczących bólów neuropatycznych i nowotworowych, choć nie pokazały one tak ewidentnych efektów, które umożliwiałyby rejestrację leku w tych wskazaniach, natomiast przez medycynę jako naukę musiały zostać uznane jako dowód działania.

Prowadząc badania kliniczne, poznał pan mechanizmy działania substancji aktywnych zawartych w marihuanie. Zna pan również wywoływane przez nie działania niepożądane. Zdobył pan ogromne doświadczenie. Czy może pan z czystym sumieniem powiedzieć pomaga chorym na…?

– Opierając się na własnym doświadczeniu, doniesieniach jednostkowych, literaturze, która nie jest bogata, ale jest, mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że marihuana powinna być wykorzystywana w leczeniu spastyczności, bo w takim wskazaniu ją stosuję. Mógłbym powiedzieć, że u wielu pacjentów będzie skuteczna. Jeśli zaczniemy ją traktować jako lek i przykładać do niej podobne miary jak do innych leków, to nie będziemy mówili, że jest lekarstwem na to, na to, i na tamto, ale że jest jednym z leków, który funkcjonuje w medycynie. Może być użyty jako lek wspomagający w leczeniu  przeciwbólowym, spastyczności, zaburzeń snu, zaburzeniach psychicznych, chorobie Parkinsona i wielu innych schorzeń, ale pod warunkiem, że będzie odpowiednio i zostanie odpowiednio dobrany do konkretnego pacjenta.

Skoro każdy lek ma działania niepożądane, to ma je również marihuana. Jakie są najczęstsze?

– Przemijające zawroty głowy i senność. Z kolei jednym z najpoważniejszych efektów ubocznych są napady paniki, które mogą się pojawić po użyciu THC [THC to tetrahydrokanabinol, jeden z najbardziej znanych związków kanabinoidowych zawartych w marihuanie – przyp. red.]. Nie odnotowano natomiast ani jednego przypadku poważnych powikłań czy śmierci związanej z zastosowaniem marihuany.

 

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj również

Prof. Ewa Lewicka Kobietą Medycyny 2018

Już po raz piąty redakcja Portali Medycyny przeprowadziła