Jakość wielu badań mikroskopowych woła o pomstę do nieba

Jakość wielu badań mikroskopowych woła o pomstę do nieba

Fot. pixabay.com

Patomorfologia jest dla specjalistów zajmujących się leczeniem chorób nowotworowych niczym GPS, a chirurgia bez niej byłaby wręcz niemożliwa do uprawiania – podkreślają eksperci. Lata zaniedbań doprowadziły jednak do sytuacji, w której wiele badań patomorfologicznych trzeba powtarzać ze względu na niewiarygodne wyniki, a zdarzające się pomyłki mogą zakończyć się tragicznie dla pacjentów.

„O ile każda dziedzina medycyny jest ważna, o tyle wszystkie spaja patomorfologia. Bez niej nie można zaplanować terapii ani rozwijać nowoczesnej medycyny” – można było usłyszeć 12 lutego na posiedzeniu senackiej Komisji Zdrowia, którego tematem był aktualny stan i finansowanie badań patomorfologicznych w Polsce.

Nieważna jest jakość, ale ilość

Jak podkreślił prof. Andrzej Marszałek, prezes Polskiego Towarzystwa Patologów, na wynik badania składają się jego poszczególne etapy, w tym etap przedanalityczny. Polega on na pobraniu materiału biologicznego, odpowiednim przygotowaniu go, utrwaleniu i przekazaniu do badania. Jeśli ten etap przekracza 24-48 godzin, a w przypadku pobrania dużego materiału 72 godziny, odbija się to na jakości materiału przekazanego do badania.

A jak to wygląda w Polsce? Z danych, jakimi dysponuje Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia, materiał do badań często przekazywany jest przez placówkę medyczną do pracowni patomorfologicznej tylko raz w tygodniu, a nawet raz na dwa tygodnie. Na wynik badania, co wynika z kolei z danych zgromadzonych przez Polskie Towarzystwo Patologów, niektóre placówki ochrony zdrowia czekają nawet 60 dni, choć w przypadku tzw. małych biopsji powinny być znane w ciągu trzech dni.

Jest XXI wiek, a my wielokrotnie obserwujemy, że materiał biologiczny przekazywany jest w słoiczkach po majonezie, po jakichś środkach dezynfekcyjnych, upchany i niezalany. To przerażające widoki – powiedziała Halina Kutaj-Wąsikowska, dyrektor Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia.

Nierzadko problemem jest identyfikacja pacjenta, czyli przypisanie do ID konkretnej osoby pobranego materiału, również na bloku operacyjnym. Zdarza się, że w historii pacjenta tak naprawdę nie ma wyniku badania histopatologicznego, bo ten, który jest dołączony, jest „niediagnostyczny”. Lekarz dostając taki wynik, musi u pacjenta powtórzyć badania, a to wymaga czasu, którego pacjenci onkologiczni, których przede wszystkim dotyczy ten problem, często nie mają.

Mnożą się tragiczne pomyłki

Ile badań obarczonych jest błędem, który skutkuje złymi decyzjami dotyczącymi leczenia?

Literatura światowa podaje bardzo różne dane dotyczące częstości błędów diagnostycznych, które odbywają się ze szkodą dla pacjentów, a czasem są przyczyną ich śmierci. Zwykle jest mowa o 2-5 proc. badań obarczonych błędem. Polskich danych nie ma, ale ten odsetek prawdopodobnie jest wyższy – stwierdziła Halina Kutaj-Wąsikowska.

Skąd taki wniosek? Nie może być inaczej, skoro niektóre firmy outsourcingowe, nazywane w środowisku patomorfologów „pudełkowymi” bądź „cateringowymi”, wykonują badanie patomorfologiczne kosztujące średnio 20-30 zł za 15 zł. Taką cenę oferują szpitalom nawet za analizę dużego materiału pobranego w trakcie operacji onkologicznej.

Jest jeszcze jedna strona medalu – na Zachodzie na jednego patologa przypada rocznie około 4 tys. badań mikroskopowych, a w Polsce zdarza się nawet 60 tys. Według innego wskaźnika na jednego patologa w Europie przypada około 33 tys. populacji, choć są kraje, takie jak Norwegia, gdzie jest ich dużo mniej – 24 tys. A w Polsce? 84 tys. mieszkańców. Żaden inny kraj nie ma wyższych wartości niż Polska.

Licencje, kontrole i certyfikaty

Sposobem na poprawę jakości badań patomorfologicznych jest zdaniem ekspertów ich odrębne finansowanie przez Narodowy Fundusz Zdrowia, przyznawanie pracowniom i zakładom patomorfologii licencji przez Polskie Towarzystwo Patologów, a docelowo wprowadzenie obowiązku akredytacji.

Proces uzyskiwania licencji jest dobrowolny, a ma doprowadzić do sytuacji, w której wszystkie jednostki będą wykonywały na pewnym poziomie referencyjności badania w sposób wiarygodny, profesjonalny i powtarzalny – poinformował na posiedzeniu senackiej Komisji Zdrowia prof. Piotr Ziółkowski, kierownik Katedry Patomorfologii Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, który przewodniczy Komisji ds. Licencji PTP.

Licencja będzie przyznawana maksymalnie na trzy lata z możliwością jej odnowienia po upływie tego terminu. Mogą o nią wnioskować zarówno jednostki publiczne, jak i niepubliczne. Dane zawarte we wniosku będą rozpatrywać lekarze patomorfolodzy. Podane w każdym wniosku dane będą weryfikowane przez dwuosobowe zespoły złożone z członków Komisji ds. Licencji PTP.

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj również

Wystarczy 5 minut, by zbadać sobie piersi

Co druga kobieta nie wykonuje raz w miesiącu