Uczulenie na jad owadów – dlaczego jest groźne dla zdrowia i życia?

Uczulenie na jad owadów – dlaczego jest groźne dla zdrowia i życia?

Fot. pixabay.com

Na reakcje alergiczne po użądleniu owadów błonkoskrzydłych narażone są zarówno osoby dorosłe, zwłaszcza przebywające długo na powietrzu (pszczelarze, rolnicy, sadownicy, leśnicy, sportowcy), jak i dzieci spędzające dużo czasu na świeżym powietrzu.

Według szacunków w Polsce nawet 5 proc. osób dorosłych i 1-2 proc. dzieci jest uczulonych na jad owadów błonkoskrzydłych w tak silnym stopniu, że po użądleniu występuje u nich uogólniona reakcja organizmu. Anafilaksja, czyli ciężka reakcja, która może zagrażać życiu, dotyka ok. 1-2 proc. całej populacji. Nic więc dziwnego, że takie osoby boją się użądlenia przez osę, pszczołę czy szerszenia.

Silne toksyny zgromadzone w jadzie owadów błonkoskrzydłych u każdej użądlonej osoby wywołują reakcje miejscowe, jak zaczerwienienie, ból, obrzęk i uporczywy świąd. Jeżeli jednak reakcje te występują z dużym nasileniem, obrzęk czy zaczerwienienie skóry obejmuje większy obszar w miejscu użądlenia, należy podejrzewać uczulenie na jad owadów błonkoskrzydłych. Eksperci podkreślają, że ten rodzaj alergii jest powszechnym problemem. 

– Na szczęście, nawet silne reakcje miejscowe w przypadku użądlenia w ramię czy udo nie stanowią zagrożenia dla życia chorego. W przeciwieństwie do użądlenia w okolicę głowy, a zwłaszcza szyi, ponieważ mogą prowadzić do groźnej duszności. Problemem są jednak reakcje systemowe, czyli inaczej uogólnione, przebiegające od łagodnych, objawiających się pokrzywką, obrzękiem, poprzez nieco cięższe – z nudnościami, wymiotami, biegunką, do bardzo ciężkich manifestujących się skurczem oskrzeli, spadkiem ciśnienia, , szybkim biciem serca. Te nasilone reakcje, bez udzielenia szybkiej pomocy medycznej, mogą zakończyć się zgonem – wyjaśnia prof. Marek Jutel, kierownik Katedry Immunologii Klinicznej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, prezydent Europejskiej Akademii Alergologii i Immunologii Klinicznej (EAACI).

Wiosna to trudny czas dla osób uczulonych na jad owadów

Grzegorz Baczewski, p.o. prezesa Fundacji Centrum Walki z Alergią, przypomina, że wiosna, a zwłaszcza koniec marca i początek kwietnia to ostatni moment, kiedy osoby uczulone na jad owadów błonkoskrzydłych nie muszą się bardzo obawiać o swoje życie. – Z każdym cieplejszym dniem ta obawa się wzmaga, rośnie też napięcie spowodowane strachem przed użądleniem. Kończy się dobry sezon, a zaczyna czas lęków i ograniczeń. Te ograniczenia związane są ze swobodnym wyjściem na zewnątrz, uczestnictwem w życiu towarzyskim, które wraz z nadejściem wiosny przenosi się na łono natury. Większość pacjentów zwyczajnie obawia się wiosny i lata z uwagi na dużą aktywność owadów – tłumaczy. – Jeśli osoba uczulona doświadczyła już reakcji anafilaktycznej, to lęki, które jej towarzyszą są tak silne, że paraliżują ją w działaniu – dodaje.

Lęk, panika i przerażenie

Silna reakcja lękowa, której nierzadko towarzyszą ataki paniki, związana jest z bezpośrednim zagrożeniem życia. Ten lęk towarzyszy alergikom każdego dnia, przez całe życie. Boją się, że historia może się powtórzyć, co wpływa na niską jakość życia ich i ich rodzin, zwłaszcza gdy alergia dotyczy dziecka.

Prof. Marek Jutel wskazuje, że w Polsce brakuje rzetelnych danych dotyczących liczby zgonów pacjentów w wyniku użądleń. Ekstrapolując takie dane ze Stanów Zjednoczonych na warunki polskie, należałoby przyjąć, że każdego roku w naszym kraju, w efekcie reakcji alergicznej po użądleniu przez błonkoskrzydłe ginie 40-50 osób.

– To jednak tylko wierzchołek góry lodowej, dane te są mocno niedoszacowane. Nigdy nie będziemy wiedzieli, ile tak naprawdę osób umiera z powodu użądlenia. Jeżeli bowiem ktoś ginie jadąc na rowerze, albo po tym, jak spadł z drabiny, żaden lekarz nie bierze takiej ewentualności pod uwagę. W akcie zgonu najczęściej wpisuje przyczynę nieznaną albo zgon z powodu zaburzenia krążeniowo-oddechowego – wyjaśnia.

Ratunkiem dla uczulonych jest odczulanie

Medycyna oferuje osobom uczulonym na jad owadów błonkoskrzydłych dwa rodzaje terapii. Pierwsza z nich to leczenie o działaniu objawowym, zapobiegające śmierci i ciężkim powikłaniem. Polega ono na podaniu osobie uczulonej natychmiast po użądleniu adrenaliny. Druga metoda leczenia ma charakter przyczynowy – jest nią immunoterapia alergenowa. Metoda ta zmienia naturalny przebieg choroby, doprowadzając do tolerancji użądlenia przez danego owada. Prowadzenie immunoterapii alergenowej trwa od 3 do 5 lat, a jej skuteczność dochodzi do 90 proc.

Z immunoterapii alergenowej, jak podkreśla prof. Jutel, powinna korzystać każda uczulona osoba, u której występują ciężkie reakcje systemowe, takie jak: duszność, spadek ciśnienia, przyspieszone bicie serca. Dla nich odczulanie jest terapią ratującą życie.

Odczulanie powinno odbywać się w warunkach przyjaznych pacjentowi

Jak wyjaśnia prof. Jutel, immunoterapia na jad owadów błonkoskrzydłych ma postać iniekcji. Osobie uczulonej można podać preparat rozpuszczalny w wodzie o natychmiastowym uwalnianiu (tylko w warunkach szpitalnych) lub preparat o wydłużonym uwalnianiu typu depot, który może być stosowany również w warunkach ambulatoryjnych, ale w Polsce podawany wyłącznie w szpitalu. W efekcie przyjętej polityki przez resort zdrowia 95 proc. pacjentów odczulanych na alergię na jad owadów musi zgłaszać się na zastrzyki do szpitala.

– Z odczulania w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej korzysta ok. 5 proc. uczulonych. To osoby, które są w stanie udźwignąć koszty wieloletniej terapii. W przypadku odczulania ambulatoryjnego refundowane jest bowiem samo podanie immunoterapii, ale preparat pacjent musi wykupić w aptece. Trzeba pamiętać, że odczulanie jest najpierw prowadzone co tydzień, a po osiągnięciu wysycenia dawkę podtrzymującą należy przyjmować najczęściej w odstępach czterotygodniowych przez 3-5 lat – przypomina prof. Jutel. Dodaje, że to odosobniona sytuacja w Europie, gdzie zdecydowana większość chorych odczulana jest w ambulatoriach. – W szpitalach odczulani są tylko chorzy z najcięższymi reakcjami, u których istnieje potrzeba dokładniejszej obserwacji po podaniu immunoterapii – mówi alergolog.

W poradni wygodniej i taniej niż w szpitalu

– Z uwagi na fakt, że w Polsce odczulanie prowadzone jest tylko w ok. 30 ośrodkach szpitalnych, wielu pacjentów zmuszonych jest każdorazowo dojeżdżać na leczenie, co najmniej kilkadziesiąt kilometrów w jedną stronę. Poza tym, w szpitalach traci się kilka godzin, czekając na podanie immunoterapii, co łączy się z koniecznością wzięcia dnia wolnego od pracy. To są duże koszty. W warunkach ambulatoryjnych podanie łącznie z całą wizyta zajmuje około godziny – komentuje Grzegorz Baczewski. Jak podkreśla, umożliwienie leczenia również w poradniach, których jest zdecydowanie więcej niż szpitali prowadzących odczulanie, ułatwiłoby pacjentom dostęp i obniżyłoby ich koszty związane z dojazdem.

Fundacja Centrum Walki z Alergią od blisko dwóch lat zabiega o to, żeby preparat odczulający typu depot był refundowany nie tylko w lecznictwie szpitalnym, ale też w poradniach. – Obecne rozwiązanie ogranicza dostęp do leczenia ratującego życie wielu chorym, co jest niezwykle niesprawiedliwe – tłumaczy Grzegorz Baczewski.

Eksperci są zgodni, że szpital to najbardziej kosztochłonna część systemu opieki zdrowotnej. Refundacja immunoterapii w warunkach ambulatoryjnych pozwoliłaby ich zdaniem zaoszczędzić pieniądze na odczulanie kolejnych pacjentów. – Obecnie w Polsce odczulanych jest nie więcej niż 3 tys. osób. To bardzo mała grupa, z pewnością należałoby odczulać wielokrotnie więcej – potwierdza prof. Marek Jutel.

Przeczytaj także:

Pierwsza pomoc: użądlenia i ukąszenia

Wstrząs anafilaktyczny: co może go wywołać i jak go powstrzymać

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

You may also like

5 tys. euro dla laureata Nagrody Prezesów PTK. Kto nim jest?

Wybitny polski kardiolog, dr hab. n. med. Mariusz